|
|
co nieco i nieco wiÄcej (42)
kotleciki, placuszki, kulki (12)
grzyby tu, reszta w zupach (6)
owoce morza i jeziora (26)
naleĹniki bez szpinaku (10)
saĹatki i surowe (25)
smarowidĹa (17)
napoje (22)
zupy (17)
grill (4)
szpinak (14)
Ĺakocie (42)
ulubione (1)
dygresje (50)
ksiÄ
Ĺźki (1)
miejsca (28)
2010 marzec luty styczeń 2009 2008 2007
> O MNIE <
a) bandi b) by kobas laksa c) napisy (też moje)
|
|
o mnie
Jestem przekonana, że to jak jemy, jak przygotowujemy jedzenie wiele zdradza o nas samych! Co prawda ja się sekretami tak łatwo nie dzielę, ba, bywa tak i z jedzeniem, ale tutaj to co innego :)
Pamiętnik powstał ponieważ po prostu zachwycam się jedzeniem. Poza tym mobilizuje się do dobrego, ciekawego, twórczego zamieszania w kuchni. ideał? regularnie, różnorodnie, zdrowo... smacznie? no przecież wszystko jest smaczne!
Ponadto ważne jest to, że za nic nie wierzę w przestępstwa żywieniowe. myślę, że organizm żąda tego, co jest dla niego w danym czasie najlepsze. pewnie czasem jest to narwane i tak, bywa to doraźne poprawianie sobie humoru, ale coś mi się zdaje, że jest w tym również po prostu zdrowe podejście do jedzenia. po kondycji ciała, skóry, włosów, ducha (!) poznaję czy dobrze jem czy źle. wielką pomyłką jest dzielenie jedzenia wg kryterium tuczące - nie. i te wszystkie zakazy i nakazy... powiedzmy sobie jasno: nie wyglądamy/czujemy się źle od czekolady, jedzenia po 18, jedzenia po 22, jedzenia po północy, czytania gazety przy śniadaniu, wcinania chipsów przed szklaną pułapką, czy talerzy optycznie niepowiększających zawartości, mleka 3,2% i oliwy!
Czas, lans i pieniądze, które tu wkładamy też nie są wyznacznikiem jakości:)
A w mojej kuchni: narzędzia pracy. niewiele ich. deska, nóż i już:) brak frytkownicy czy mikrofalówki. o zgrozo nie mam też okapu. nie wspominając o termoobiegu. mam sokowirówkę i opiekacz dwudziestoletni, solidnej niemieckiej produkcji, o konstrukcji metalowe pudełko 20x20 z wielką grzałką pod sufitem. mam dobry mikser:) mam świra na punkcie drobiazgów, noże, foremki na muffiny, tareczka do gałki muszkatołowej, kształtna łycha do zupy, fajny talerz...:) takie tam. a zdjęcia robię prakticą dcz 3.0, która nie ma zooma i tylko w dzień robi czytelne obrazki.
I coż, dochodzenie do finału jest największą frajdą! kolory, zapachy, przemiany, kształty... krojenie twardych i soczystych warzyw, gniecenie aromatycznego ciasta, wyciskanie soku, rozcieranie przypraw... i czary mary pod wpływem temperatury... pichcenie sobie cenię. wciąga i pochłania. z wzajemnością! najlepsze jest to, że wariacji na temat starczy na całe długie i szczęśliwe życie. więc do dzieła!
Wszystkiego dobrego :)
|
|